Wymarłe zawody

Od pewnego czasu funkcjonuje pojęcie „ginące zawody“. Sam tego pojęcia używam. Myślę jednak, że właściwsze jest obecnie nazywanie tych zawodów „wymarłymi“. Umiejętności, które dawniej miał każdy mieszkaniec wsi, tak, że trudno je nawet by nazwać zawodem, obecnie odtwarzane są przez pasjonatów z okruchów wspomnień, bo nawet nie z literatury (często były to sprawy tak dla ówczesnych ludzi oczywiste, że nikt ich dokładnie nie opisywał). Napotkać można jeszcze gdzieniegdzie jakiegoś ostatniego dinozaura – ale człowiek żyje, a jego fach już nie. Gonciarz, którego znam, jeździ na traktorze w Wielkiej Brytanii, a kowal jest emerytem, wykonującym od czasu do czasu pokazy dla turystów na festynie. Kiedy szukałem kamieniarza, z wielu lokalnych rzemieślników udało się znaleźć tylko jednego, który potrafił wznosić ściany z kamienia, a nie tylko okładać nim gotowe powierzchnie. Większość nie wiedziała nawet o czym mówię.